- czyli mój pamiętnik ;)diary |
|
Mój profil |
|
menu |
księga gości |
55. MAŁO CZASU + ŚMIERĆ ZUZKANa drugi świat do Puśka i Jumpera doszedł Zuzek - zachorował na kocią białaczkę :(. Niby kot sąsiadki, ale przez te jego 3 lata życia traktowałam go jak swojego - bawiłam się z nim często, dawałam jeść... Cudowny kot. Postaram się wkrótce dodać jego zdjęcia jak był młody, bo jak mu się podrosło i utyło to chyba nie mam. A dwa dni przed jego śmiercią niosłam biedaka, już wychudzonego i zmarnowanego do domu, bo nikt się nie zainteresował, że leżał koło torów i w każdej chwili mogły go rozszarpać psy - a przecież on już się zataczał, nie miał siły chodzić! Widziałam w nim Puśka... :( Ps. Wybaczcie, że zaniedbałam bloga ale bardzo dużo spraw mi się zwaliło na głowę więc możecie liczyć jedynie na pojedyńcze notki... W dodatku wkrótce egzaminy i w ogóle mało siedzę na komputerze. Trzymajcie się! Głosuj (0) 54. ZDJĘCIA MIŚKI :D.I jak się wam mój mały skarb podoba :)?
Głosuj (0) 53. JAK MIŚKA DO NAS TRAFIŁA :).Hej. Zobowiązałam się ostatnio do pisania przynajmniej raz na tydzień, pewnie w weekendy, o ile będę miała dostęp do sieci. No to od początku...
Głosuj (0) 52. ZNOWU NIE DOTRZYMAŁAM SŁOWA...Ludzie, wybaczcie, że nic nie pisałam... Zero czasu, kompletnie. Może tak w skrócie opiszę wam, co się ze mną działo.
Głosuj (0) 51. POWOLNA ŚMIERĆ PUŚKA WYNIKIEM CHOROBY - OSTATNIE 2 MIESIĄCE
Witajcie... Tak jak obiecałam, opiszę całą tę historię, zakończoną, niestety - wielkim nieszczęściem...
Od początku. Puśkowi strasznie zaczęło śmierdzieć z pyszczka, stał się mniej ruchliwy niż zwykle. Pierwsze przypuszczenia - że to przez nerki - okazały się niewłaściwe. Po oględzinach pani weterynarz stwierdziła, iż należy zrobić operację, polegającą na usunięciu kamienia nazębnego, gdyż to on MOŻE, ale nie musi powodować jego śmierdzenia i osowienia zarazem. Jednak to był strzał w 10. Pusiek powoli usypiał do zabiegu z oczami jak 5 złotych i otwartą mordką, tak znieruchomiał - aż mama z paniką wypytywała, czy on czasem nie umrze na tym operacyjnym stole. Później przez pewien czas był spokój, ale zaczęło się na nowo. Zaczęły mu się robić rany po jednej stronie ząbków przy ich końcu, przez co jadł tylko drugą stroną i wyraźnie go to demotywowało. Tak więc kolejna wizyta i zastrzyk tak jakby gojący rany i znieczulający, na 4 dni. Odżył nam chłopak jak nigdy! Biegał, skakał, normalnie przeżywał drugą młodość. No, i po 4 dniach trzeba było dać zastrzyk na 14 dni, gdyż tamten nie był wystarczający. Tyle, że ten - silniejszy, nie był testowany na zwierzętach chorych na nerki. Ale lepiej było zaryzykować, niż gdyby miało mu się wszystko w środku psuć, co byłoby chyba jeszcze gorsze. Liczyliśmy, iż znowu ożyje. Wręcz przeciwnie. Od zastrzyku był osowiały jak nigdy, chował się na całe dnie w szafie, gdzie spał, szukając spokoju... Tłumaczyliśmy sobie, że to objawy sędziwego wieku, bo koty tak robią na starość. Jednak nie... Później zaczął się męczyć. Dziś miał minąć 14 dzień od podania antybiotyku... Później tylne nóżki odmawiały mu posłuszeństwa. Przestał jeść, dużo pił. Wszystko mu donosiliśmy do szafy, liczyliśmy, że to po zastrzyku minie. Jednak nie mijało... Nie chcieliśmy go męczyć tak długo, bo wiedzieliśmy, że jego energia nie wróci. Powoli obumierał na naszych oczach, nawet przy usypianiu nie miał drgawek, które "wykańczają nerwy" - on już najwyraźniej je wcześniej powoli tracił. Organizował energię na bieg do kuwety, bo trzymał potrzebę do końca, aż go naprawdę przyciśnie i dopiero biegł - a z powrotem już nie miał siły. Wychodził z kuwety i jego tylne nóżki padały bezwładnie na ziemię, trzeba było go przenosić. Czasem sami go zanosiliśmy do kuwety, by czasem nocy nie wybiegł i na zimnych kafelkach nie leżał bezsilnie, bo któż by wiedział, śpiąc, że on tam się męczy? Tak było ostatnie 3 dni, z tymi nóżkami. W końcu podjęliśmy decyzję i uświadomiliśmy sobie, że jego życie dobiega końca. A to był weekend, pani weterynarz nie pracowała, miała dopiero wolny wtorek i to dosłownie chwilę, dzięki płaczliwym wytłumaczeniu mojej mamy i prośbom przez telefon, bo nie miała czasu - zbyt duży ruch w lecznicy. My nie mogliśmy przyjechać, rodzice nie mogli, jeszcze tata by z nerwów spowodował wypadek, a kot by się tylko stresował podróżą, której nigdy nie lubił - do weterynarza, ani gdziekolwiek. Do wtorku opublikuję ostatnie jego zdjęcia, nawet z ostatniego dnia, kiedy to zaniosłam go - bezwładnego, do szafy i ułożyłam... Boże, że też kociak nie mógł zasnąć i się nie obudzić, tylko na koniec tak się męczył... A dzień wcześniej, w poniedziałek - leżał na mamie i patrzył na mnie tak dziwnym wzrokiem, jakby nie wiedział co się dzieje, taki pusty wzrok... Oglądał się za mną, co robię i gdzie idę, no i ostatkami sił mruczał do mnie i miauczał, chyba się żegnał... Może chciał mi coś powiedzieć. Kurwa, myślałam, że już się pozbierałam, a znowu ryczę, jak to piszę ;(. Mój Aniołek ;(. Głosuj (0) 50. MÓJ KOT PUSIEK NIE ŻYJE. BYŁ Z NAMI: 02.06.2002 - 25.10.2011
02.06.2002 - 25.10.2011 spoczywaj w spokoju... Głosuj (0) 49. SZKOŁA, ZWYKŁA POGADANKA...
jem obiad, przebieram się itp. (0,5h), odrabiam lekcje (1h), uczę się (3h). Czyli mam wszystko z głowy po 4,5h... Jeśli dojdą do tego korepetycje + Angielski, to 7,5h... Czyli dziennie, by nie iść późno spać (trzeba się wyspać, by wstawać o 6:45) mogę sobie pozwolić na maksymalnie 3-godzinne wyjście. MAKSYMALNIE!!! Pewnie zmniejszy się to czasem nawet go godziny... Na szczęście są jeszcze weekendy i lekcje do 13:20, więc uda mi się to wszystko jakoś ogarnąć. Ostatni rok gimnazjum, muszę dać z siebie wszystko, bo nie chcę iść do liceum z dwójami z fizyki, matematyki i chemii na przykład... Fakt, a póki co nie mamy nawet NIC do nauki, ale od przyszłego tygodnia, a nawet jutra - wszystko się zacznie przestawiać. Tak, koniec lata, Paulina,obudź się... Ach, jutro kończę o 13:20, a zaczynam o 8:50, gdyż nie ma pani od Polskiego, a na ostatni WF nie idę, bo, na szczęście, rok szkolny zaczął się od niedyspozycji, haha :D. Jak ja lubię nie ćwiczyć na WF. I nawet tym razem nie muszę sobie pisać zwolnienia. Na pełnym legalu, nie to co rok i dwa temu ;>. Ale wiem, że w tym również będę musiała się popisać umiejętnościami podrobienia podpisu wychowawczyni i rodziców, w celu wyjścia ze szkoły. No, ale trzeba sobie jakoś poradzić, nie będę bez potrzeby czasem siedzieć w szkole, skoro nie ma zajęć, tylko 'opieki' itp. Muszę już kończyć, bo czas na kompie także mam ograniczony. Ależ się rozpisałam ^^. To do następnej notki, wtedy, jak pan ć. będzie, napiszę wam, jaki jest on i nowa pani od chemii. Oby zmiany były na lepsze. Bye ;*. Głosuj (0) 48. CO U MNIE SIĘ DZIEJE + OSWAJANIE SZCZURA - CZĘŚĆ 6.Siema :D! Długo mnie nie było, co nie? Chciałam wam się na początek pochwalić NASZYM wspólnym nabytkiem. Czym dokładniej? Tą oto KLATKĄ. Przyszła dziś około 18:00 i już Jumper w niej przesiaduje. Tak poza tym, to trzymajcie za mnie kciuki, bo jutro idę pisać po południu egzamin na kurs angielskiego, żebym mogła się uczyć w lepszej grupie, niż początkującej, grrr... Oby się udało, w liceum muszę mieć prowadzący angielski, a nie niemiecki...
Tak więc życzę wam wszystkiego co najlepsze i postaram się odezwać jak najszybciej, co teraz nie będzie łatwe. Mimo to liczę, że nie zapomnicie o tym blogu ;>. Trzymajcie się <3! Głosuj (0) 47. OSWAJANIE SZCZURA - CZĘŚĆ 5.
1. Jumper Haha ;). Dziś i wczoraj Jumper jest jakoś dziwnie ospały... No, ale cóż się dziwić, skoro jest tak sędziwego wieku. Mimo to, gdy dziś chłopak dał mu rękę, by na nią wszedł (dla własnego bezpieczeństwa ubrał na rękawicę i bluzę), jednak szczurek tylko "spróbował" rękawicy, czy czasem nie jest do zjedzenia, ale skończyło się na tym, że stał oparty o nią, mimo zachęt jego ulubionymi dropsikami, które wręcz ubóstwia i szaleje, gdy je czuje. Może nie ma jeszcze pewności, w każdym razie, to jutro próbujemy dalej. Muszę wam powiedzieć, że uszczurawiam moich rodziców i robi się coraz ciekawiej. Nie chce mi się pisać od początku, tak więc wklejam tu to, czym się chwaliłam na najpopularniejszym forum o szczurkach...: Głosuj (0) 46. OSWAJANIE SZCZURA - CZĘŚĆ 4 + JEGO ZDJĘCIA.
Na wieczór stał się bardzo towarzyski i często stawał na łapkach, przyglądając się bacznie otoczeniu, a wtedy go leciutko głaskałam po główce, ale z uwagą, bo nie chcę być dziabnięta. Widzę jednak, że moja dłoń strasznie go ciekawi, bo ją dość często węszy, ale mimo to boję się ją do niego bardziej przybliżyć, co groziłoby ugryzieniem. Wolę podchodzić do niego stopniowo. Szkoda, że trzeba go oswajać, bo z wielką chęcią wzięłabym go na ręce i wyściskała <3. No, ale może nam się uda? Wkrótce zamierzamy kupić tą klatkę. Składamy się na nią z moim chłopakiem po połowie. Fajna, prawda? Mam zamiar w niej usunąć ostatnie piętro, by dać linę do wspinaczki, a także hamak, no i pewnie coś jeszcze :). Co o niej sądzicie? Aha i do końca miesiąca mamy zamiar zrobić z moim chłopakiem przemeblowanie jego pokoju, o czym od niedawna bardzo marzę. Tak, to jest właśnie mój pomysł. Bodajże odbędzie się to między 29-31 sierpnia, wtedy, gdy jego mama będzie miała popołudnie. Ale będzie niespodzianka, hehe. Poniżej zamieszczam zdjęcia Jumpera. Na pierwszym widać, że ma czerwony nosek, gdyż go sobie zadrapał, na drugim pije jogurt, na trzecim zerka na mnie, zaś na ostatnim widoczna jest ta "naszej roboty" rolka, owinięta w materiał, a w niej on. Głosuj (0) |
|