Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Free Green Glitter Pointer Cursors at www.totallyfreecursors.com
diary *- czyli mój pamiętnik ;) - blog4u.pl

- czyli mój pamiętnik ;)

diary

Mój profil

menu

  1. STRONA GŁÓWNA
  2. Dodaj do Ulubionych, zrewanżuję się

księga gości

  1. KSIĘGA GOŚCI 6
  2. Zostaw ślad po sobie, ucieszę się

55. MAŁO CZASU + ŚMIERĆ ZUZKA

PustaMiska - akcja charytatywna

Na drugi świat do Puśka i Jumpera doszedł Zuzek - zachorował na kocią białaczkę :(. Niby kot sąsiadki, ale przez te jego 3 lata życia traktowałam go jak swojego - bawiłam się z nim często, dawałam jeść... Cudowny kot. Postaram się wkrótce dodać jego zdjęcia jak był młody, bo jak mu się podrosło i utyło to chyba nie mam. A dwa dni przed jego śmiercią niosłam biedaka, już wychudzonego i zmarnowanego do domu, bo nikt się nie zainteresował, że leżał koło torów i w każdej chwili mogły go rozszarpać psy - a przecież on już się zataczał, nie miał siły chodzić! Widziałam w nim Puśka... :( 

Ps. Wybaczcie, że zaniedbałam bloga ale bardzo dużo spraw mi się zwaliło na głowę więc możecie liczyć jedynie na pojedyńcze notki... W dodatku wkrótce egzaminy i w ogóle mało siedzę na komputerze. Trzymajcie się!


Głosuj (0)
NekoHoshi 17:41:21 31/03/2012 [komentarzy 0] SKOMENTUJ

54. ZDJĘCIA MIŚKI :D.

PustaMiska - akcja charytatywna

I jak się wam mój mały skarb podoba :)?


Głosuj (0)
NekoHoshi 18:39:15 18/12/2011 [komentarzy 4] SKOMENTUJ

53. JAK MIŚKA DO NAS TRAFIŁA :).

PustaMiska - akcja charytatywna

Hej. Zobowiązałam się ostatnio do pisania przynajmniej raz na tydzień, pewnie w weekendy, o ile będę miała dostęp do sieci. No to od początku...


Miśka to mój nowy kotek (mama na nią mówi Perełka, ale jak dla mnie to za długie imię), którego posiadam od 31 października. Mama nie chciała tak szybko kota, ostatecznie w święta, ferie, albo dopiero wakacje. Mimo to twardo szukałam kociąt na wszelakich stronach, począwszy od "tablica.pl", a kończąc na "allegro.pl". Początkowo rozważałam psa, jednak rodzice absolutnie nie widzieli takiej opcji, zaś ja, po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że w życiu nie zamieniłabym tego cudownie odprężającego i cieszącego ucho mruczenia (które zresztą towarzyszyło mi od dziecka) na szczekanie. Oczywiście proszę mnie nie zrozumieć źle! Lubię psy, są kochane, aczkolwiek przez całe życie miałam kontakt właśnie z kotami (czy to na działce, czy to w domu) i to dlatego są one nieodłącznym elementem mojego życia. W przyszłości chcę stworzyć jakąś fundację lub cokolwiek, by móc im jak najwięcej pomóc. Po prostu są one najbliższe mojemu sercu, kocham je takimi, jakie są. Kontynuując... Szukałam najwięcej właśnie na "tablica.pl", tylko, że w obrębie kategorii "Wrocław" do którego z mojego miasta jest około 1 godziny jazdy samochodem. Dopiero później zauważyłam (tak, wiem, jak można tego nie zauważyć) kategorię "dolnośląskie". Natychmiast zauważyłam ogłoszenie z piękną, około 4-miesięczną kotką o dużych, ciekawskich oczach. Zauroczyła mnie jej opisana tam historia i fakt, że dziewczyna uratowała ją przed samochodem, który omal by jej nie potrącił. Mojemu tacie również się spodobała i wyraźnie było widać, że nie mógł oderwać oczu od jej zdjęcia. Teraz pozostało pytanie "ciekawe, skąd jest?", więc spojrzeliśmy powyżej i... no proszę! Z naszego miasta! Idealnie. Szybko napisałam mamie (będącej na dużych zakupach z koleżanką) sms'a o treści: "wróć maksymalnie o 15:00, mamy niespodziankę, postaraj się!". Oczywiście tata dla pozorów początkowo był sceptyczny i twierdził, że mama z pewnością się nie zgodzi, ale mimo wszystko za moją namową zadzwonił na podany w ogłoszeniu numer z pytaniem, czy jest ono jeszcze aktualne. Nic bardziej mylnego! Mama oddzwoniła do mnie z pytaniem, co to za niespodzianka, a gdy jej powiedziałam i dodałam, że nawet dziś możemy pojechać po kotka, który obecnie znajduje się w mieszkaniu rodziny, położonym w pobliskiej dzielnicy, przyjechała bardzo szybko. No i jeszcze tego samego dnia cieszyliśmy się Miśką. Tak poza tym, wczoraj 10.12.11 - wypadł naszej Miśce je lewy, dolny, oczywiście mleczny kieł. A właśnie - tym razem chcieliśmy mieć dziewczynkę, gdyż podobno one są bardziej odporne na wszelakie choroby i, przede wszystkim - mniej ich choruje na nerki, a nie chcielibyśmy, by historia kołem się toczyła. Byłoby to straszne, przeżywać to wszystko od początku... Wracając do tematu, te 6 dni po stracie Puśka strasznie dały nam się we znaki. Jak to wolno leci, minął dopiero miesiąc od jego śmierci... Ciągle mi się on śni, zazwyczaj są to koszmary z krwią czy widokiem jego wystających sztywnych łapek z ziemi... Coś czuję, że nigdy tych popieprzonych snów nie zapomnę... Czemu czasami zwierzęta umierają tak cholernie cierpiąc?! Te męczarnie to uświadomienie ludziom, by myśleli racjonalnie... Ja nie wierzę w Boga, bo wszystko jest wyjaśnione naukowo. Usłyszałam kiedyś zdanie dające do myślenia: "Jeżeli jedna osoba ma urojenia, to mówimy o chorobie psychicznej, ale gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią." Ale spokojnie, nie mam nic do ludzi wierzących, ja tylko wyrażam swoje zdanie, w końcu wolny kraj, prawda? Słuchajcie, byłam u przyjaciółek jak tata go zakopywał... Wróciłam do pustego domu, ta cholerna pustka trwała aż do pojawienia się Miśki. Na szczęście wszystko teraz nabrało barw, już nie czuję się taka samotna i z wielką radością wracam do domu. Te pierwsze dni po śmierci Puśka przesiedziałam u przyjaciółek, później z opóźnieniem wracałam do domu i nie mogłam w nim znaleźć swojego miejsca. Wiem, że nie potrafiłabym nigdy żyć w domu bez zwierząt... W następnej notce jej zdjęcie i kilka innych rzeczy... Trzymajcie się!


Głosuj (0)
NekoHoshi 12:04:08 11/12/2011 [komentarzy 0] SKOMENTUJ

52. ZNOWU NIE DOTRZYMAŁAM SŁOWA...

PustaMiska - akcja charytatywna

Ludzie, wybaczcie, że nic nie pisałam... Zero czasu, kompletnie. Może tak w skrócie opiszę wam, co się ze mną działo.


Rozpaczałam po śmierci Puśka, no i dalej rozpaczam, często chce mi się płakać. Od 31 października gościmy w domu nową lokatorkę, jest nią aktualnie już 4-miesięczna Miśka, kicia. Mała kochana wariatka, ale kiedy indziej o niej. Rozstałam się już na przełomie września/października z moim chłopakiem, byłam z nim rok. Poznałam innego - szkoda gadać, po prostu nie pasowaliśmy do siebie... I jestem wolna i git xD! A tak szczerze to nie lubię nikogo nie mieć. Moja przyjaciółka która, bodajże pisałam - schudła od wakacji z 45 kg do 33 kg i teraz leży w szpitalu, ale ma problem z łydkami i najprawdopodobniej ma taką chorobę, że mimo, iż dużo je, to nie przybywa jej waga, a jeśli przybywa - to nie na długo... Jeśli się zgodzi, w weekend ją odwiedzę. Chyba tegoroczne święta spędzimy skromnie, gdyż mama jest na chorobowym, a w jego czasie ma nadzieję na nową pracę, mało jest pieniędzy, więc tym bardziej chyba nie polecimy w następnym roku na wakacje. Zmarł niedawno szczurek :(. Ale ładnie streściłam... Napiszę wkrótce, trzymajcie się :).


Głosuj (0)
NekoHoshi 14:54:39 8/12/2011 [komentarzy 1] SKOMENTUJ

51. POWOLNA ŚMIERĆ PUŚKA WYNIKIEM CHOROBY - OSTATNIE 2 MIESIĄCE

PustaMiska - akcja charytatywna

 

Witajcie... Tak jak obiecałam, opiszę całą tę historię, zakończoną, niestety - wielkim nieszczęściem...

 

 Od początku. Puśkowi strasznie zaczęło śmierdzieć z pyszczka, stał się mniej ruchliwy niż zwykle. Pierwsze przypuszczenia - że to przez nerki - okazały się niewłaściwe. Po oględzinach pani weterynarz stwierdziła, iż należy zrobić operację, polegającą na usunięciu kamienia nazębnego, gdyż to on MOŻE, ale nie musi powodować jego śmierdzenia i osowienia zarazem. Jednak to był strzał w 10. Pusiek powoli usypiał do zabiegu z oczami jak 5 złotych i otwartą mordką, tak znieruchomiał - aż mama z paniką wypytywała, czy on czasem nie umrze na tym operacyjnym stole. Później przez pewien czas był spokój, ale zaczęło się na nowo. Zaczęły mu się robić rany po jednej stronie ząbków przy ich końcu, przez co jadł tylko drugą stroną i wyraźnie go to demotywowało. Tak więc kolejna wizyta i zastrzyk tak jakby gojący rany i znieczulający, na 4 dni. Odżył nam chłopak jak nigdy! Biegał, skakał, normalnie przeżywał drugą młodość. No, i po 4 dniach trzeba było dać zastrzyk na 14 dni, gdyż tamten nie był wystarczający. Tyle, że ten - silniejszy, nie był testowany na zwierzętach chorych na nerki. Ale lepiej było zaryzykować, niż gdyby miało mu się wszystko w środku psuć, co byłoby chyba jeszcze gorsze. Liczyliśmy, iż znowu ożyje. Wręcz przeciwnie. Od zastrzyku był osowiały jak nigdy, chował się na całe dnie w szafie, gdzie spał, szukając spokoju... Tłumaczyliśmy sobie, że to objawy sędziwego wieku, bo koty tak robią na starość. Jednak nie... Później zaczął się męczyć. Dziś miał minąć 14 dzień od podania antybiotyku... Później tylne nóżki odmawiały mu posłuszeństwa. Przestał jeść, dużo pił. Wszystko mu donosiliśmy do szafy, liczyliśmy, że to po zastrzyku minie. Jednak nie mijało... Nie chcieliśmy go męczyć tak długo, bo wiedzieliśmy, że jego energia nie wróci. Powoli obumierał na naszych oczach, nawet przy usypianiu nie miał drgawek, które "wykańczają nerwy" - on już najwyraźniej je wcześniej powoli tracił. Organizował energię na bieg do kuwety, bo trzymał potrzebę do końca, aż go naprawdę przyciśnie i dopiero biegł - a z powrotem już nie miał siły. Wychodził z kuwety i jego tylne nóżki padały bezwładnie na ziemię, trzeba było go przenosić. Czasem sami go zanosiliśmy do kuwety, by czasem nocy nie wybiegł i na zimnych kafelkach nie leżał bezsilnie, bo któż by wiedział, śpiąc, że on tam się męczy? Tak było ostatnie 3 dni, z tymi nóżkami. W końcu podjęliśmy decyzję i uświadomiliśmy sobie, że jego życie dobiega końca. A to był weekend, pani weterynarz nie pracowała, miała dopiero wolny wtorek i to dosłownie chwilę, dzięki płaczliwym wytłumaczeniu mojej mamy i prośbom przez telefon, bo nie miała czasu - zbyt duży ruch w lecznicy. My nie mogliśmy przyjechać, rodzice nie mogli, jeszcze tata by z nerwów spowodował wypadek, a kot by się tylko stresował podróżą, której nigdy nie lubił - do weterynarza, ani gdziekolwiek. Do wtorku opublikuję ostatnie jego zdjęcia, nawet z ostatniego dnia, kiedy to zaniosłam go - bezwładnego, do szafy i ułożyłam... Boże, że też kociak nie mógł zasnąć i się nie obudzić, tylko na koniec tak się męczył... A dzień wcześniej, w poniedziałek - leżał na mamie i patrzył na mnie tak dziwnym wzrokiem, jakby nie wiedział co się dzieje, taki pusty wzrok... Oglądał się za mną, co robię i gdzie idę, no i ostatkami sił mruczał do mnie i miauczał, chyba się żegnał... Może chciał mi coś powiedzieć. Kurwa, myślałam, że już się pozbierałam, a znowu ryczę, jak to piszę ;(. Mój Aniołek ;(.


Głosuj (0)
NekoHoshi 22:04:42 28/10/2011 [komentarzy 1] SKOMENTUJ

50. MÓJ KOT PUSIEK NIE ŻYJE. BYŁ Z NAMI: 02.06.2002 - 25.10.2011

PustaMiska - akcja charytatywna
Po prostu... Zaczął się męczyć, trzeba było mojego kochanego "braciszka" uśpić :(. Strasznie za nim tęsknię... Dokładnie wam wszystko napiszę, jak się pozbieram...

02.06.2002 - 25.10.2011 spoczywaj w spokoju...


Głosuj (0)
NekoHoshi 14:06:15 27/10/2011 [komentarzy 3] SKOMENTUJ

49. SZKOŁA, ZWYKŁA POGADANKA...

PustaMiska - akcja charytatywna
Siema. Zaczyna się... To będzie najbardziej pracowity rok w dotychczasowej mojej 'karierze' jako ucznia. Korepetycje 1x/h w tydzień, Angielski 2x/2h, szkoła 5x/7h... Z tym, że do domu będę musiała teraz przychodzić cholernie wcześnie, bodajże o 18:00, jak i nie  17:00 o_O... Tak więc w plecy idzie już 38 godzin tygodniowo. W tym czasie - w wakacje - zdążyłabym się wyspać, zjeść obiad i wyjść. Dajmy sobie standardowy dzień: powiedzmy, że przychodzę ze szkoły o 14:30:

jem obiad, przebieram się itp. (0,5h), odrabiam lekcje (1h), uczę się (3h). Czyli mam wszystko z głowy po 4,5h... Jeśli dojdą do tego korepetycje + Angielski, to 7,5h... Czyli dziennie, by nie iść późno spać (trzeba się wyspać, by wstawać o 6:45) mogę sobie pozwolić na maksymalnie 3-godzinne wyjście. MAKSYMALNIE!!! Pewnie zmniejszy się to czasem nawet go godziny... Na szczęście są jeszcze weekendy i lekcje do 13:20, więc uda mi się to wszystko jakoś ogarnąć. Ostatni rok gimnazjum, muszę dać z siebie wszystko, bo nie chcę iść do liceum z dwójami z fizyki, matematyki i chemii na przykład... Fakt, a póki co nie mamy nawet NIC do nauki, ale od przyszłego tygodnia, a nawet jutra - wszystko się zacznie przestawiać. Tak, koniec lata, Paulina,obudź się... Ach, jutro kończę o 13:20, a zaczynam o 8:50, gdyż nie ma pani od Polskiego, a na ostatni WF nie idę, bo, na szczęście, rok szkolny zaczął się od niedyspozycji, haha :D. Jak ja lubię nie ćwiczyć na WF. I nawet tym razem nie muszę sobie pisać zwolnienia. Na pełnym legalu, nie to co rok i dwa temu ;>. Ale wiem, że w tym również będę musiała się popisać umiejętnościami podrobienia podpisu wychowawczyni i rodziców, w celu wyjścia ze szkoły. No, ale trzeba sobie jakoś poradzić, nie będę bez potrzeby czasem siedzieć w szkole, skoro nie ma zajęć, tylko 'opieki' itp.

Muszę już kończyć, bo czas na kompie także mam ograniczony. Ależ się rozpisałam ^^. To do następnej notki, wtedy, jak pan ć. będzie, napiszę wam, jaki jest on i nowa pani od chemii. Oby zmiany były na lepsze. Bye ;*.


Głosuj (0)
NekoHoshi 20:26:35 6/09/2011 [komentarzy 2] SKOMENTUJ

48. CO U MNIE SIĘ DZIEJE + OSWAJANIE SZCZURA - CZĘŚĆ 6.

PustaMiska - akcja charytatywna

Siema :D! Długo mnie nie było, co nie? Chciałam wam się na początek pochwalić NASZYM wspólnym nabytkiem. Czym dokładniej? Tą oto KLATKĄ. Przyszła dziś około 18:00 i już Jumper w niej przesiaduje. Tak poza tym, to trzymajcie za mnie kciuki, bo jutro idę pisać po południu egzamin na kurs angielskiego, żebym mogła się uczyć w lepszej grupie, niż początkującej, grrr... Oby się udało, w liceum muszę mieć prowadzący angielski, a nie niemiecki...


Co do oswajania, to wszystko idzie zgodnie z planem. Czasem wchodzi na ręce, a wtedy można go podnieść, da się go głaskać, nauczył się, że ręce to nie pokarm, gdy któreś z nas leży, to wchodzi pod koszulkę itp., więc jeszcze tylko brakuje, by wchodził na ramiona i nie bał się wejść do kieszeni, gdy siedzę, a nie leżę, hehe ;>. Ok, teraz będę mieć mało czasu na kompie, ze względu na naukę... Muszę się tego roku postarać o oceny, jeśli chcę trzymać te szczurki i, przede wszystkim, nie mieć problemów z mamą. Póki co jest chillout. Znowu nie chodzę na religię, zmieniła nam się baba od chemii <jupi> i pan od historii, ale jeszcze nie mogę ocenić, czy mam się śmiać, czy płakać, bo pan H. potrafił rozśmieszać do łez :). Do końca życia nie zapomnę tego (ponad) sześćdziesięciolatka z wąsem i włosami, niczym w peruce, który biegał po klasie, perfidnie deptał plecaki i śpiewał. Świetny gość, chociaż w pierwszej klasie miałam z nim na pieńku, hehe. Pamiętam, jak go z własnej głupoty nienawidziłam. W ostatniej zaś klasie musiałam siedzieć w ławce przed nim, bo jak nie, to wołał: "gdzie jest ta dziewica, bo teraz nie mam na kogo popatrzeć?!" haha :D. Teraz wziął rok takiego urlopu zdrowotnego, a z niego prosto na emeryturę, fajnie ma. Z resztą i tak długo wytrzymał w tej psychicznej szkole. Ale... Zobaczymy jak tam pan Ć. O tym pewnie napiszę wam w kolejnej notce.

Tak więc życzę wam wszystkiego co najlepsze i postaram się odezwać jak najszybciej, co teraz nie będzie łatwe. Mimo to liczę, że nie zapomnicie o tym blogu ;>. Trzymajcie się <3!


Głosuj (0)
NekoHoshi 20:24:02 1/09/2011 [komentarzy 2] SKOMENTUJ

47. OSWAJANIE SZCZURA - CZĘŚĆ 5.

PustaMiska - akcja charytatywna
Już jest bardziej ufny, a jak miło zgrzyta ząbkami z zadowolenia, normalnie sama słodycz ^^. Zakochałam się w nim, nawet chłopak uważa, że zszedł na drugi plan, hehe ;>. A właściwie na piąty:

1. Jumper
2. Mój tata
3. Mój kot Pusiek
4. Kot Zuza -> można powiedzieć, że jest wszystkich w bloku
5. ON

Haha ;). Dziś i wczoraj Jumper jest jakoś dziwnie ospały... No, ale cóż się dziwić, skoro jest tak sędziwego wieku. Mimo to, gdy dziś chłopak dał mu rękę, by na nią wszedł (dla własnego bezpieczeństwa ubrał na rękawicę i bluzę), jednak szczurek tylko "spróbował" rękawicy, czy czasem nie jest do zjedzenia, ale skończyło się na tym, że stał oparty o nią, mimo zachęt jego ulubionymi dropsikami, które wręcz ubóstwia i szaleje, gdy je czuje. Może nie ma jeszcze pewności, w każdym razie, to jutro próbujemy dalej. Muszę wam powiedzieć, że uszczurawiam moich rodziców i robi się coraz ciekawiej. Nie chce mi się pisać od początku, tak więc wklejam tu to, czym się chwaliłam na najpopularniejszym forum o szczurkach...:


Słuchajcie, właśnie pokazałam "złowrogiemu" (xD) tacie te zdjęcia: http://www.likecool.com/Cutest_Rats--Pic--Gear.html i normalnie się zaczął uśmiechać! To już znak ;>. Nawet powiedział z uśmiechem: "no i zobacz, przyzwyczaisz się do takiego, a ci tak po 2 latach tak szybko zdechnie" ^^. To powiedziałam, że ważne, by im zapewnić kochający dom, to się uśmiechnął . Później pokazałam mu kawałki filmików z YouTube'a, jak np. szczurek śpi "rozwalony na dłoni" i sztuczki, np. jak się okręca wokoło i przynosi piłeczkę z tunelu, albo jak chodzi na łapkach . Na to ostatnie się śmiał, że chodzi 'jak stary dziadek z łapkami podkulonymi' xD. I się ciągle cieszył, a jak spytałam: "i co, nie chciałbyś takiego?" to się nie odezwał, ale później, gdy spytałam, czy nie zgodziłby się, to już łagodniej niż wcześniej powiedział "mówiłem już, że chomika (chomika? yy xd) nie chcę póki jest kot i koniec i kropka". Ale widzę, że mu zaimponowały te szczurki, więc już coś zdziałam . Jeszcze została mama i poczekam na nowe szczurki, a wtedy zacznę walkę, by klatka była u mnie ;>. Pierw ich z nimi zapoznam, to pewne. Może jednak ^^.


Później poszłam do mamy i już powiedziała, że tata jej opowiadał o tych zdjęciach, więc naprawdę zrobiły na nim wrażenie. Powiedziałam jej o filmikach, czyli o sztuczkach to się uśmiechała, tak samo jak tata, gdy mu opowiadałam historie, które przeczytałam na forum. Jak mu powiedziałam, że jak będziemy mieli nowe to gdy mu pokażę, to je od razu polubi i będzie chciał mieć w domu, to śmiał się, ironicznie, ale już coś to znaczy, że "no, oczywiście, na pewno!", a gdyby się nie przekonał, to pewnie odpowiedź by była inna, pewnie by brzmiała tak: "weź przestań!", ale to też zależy od humoru, prawda? Dlatego im to mówiłam, bo wyczułam ich pozytywne nastawienie do życia, haha.


Głosuj (0)
NekoHoshi 22:48:48 22/08/2011 [komentarzy 2] SKOMENTUJ

46. OSWAJANIE SZCZURA - CZĘŚĆ 4 + JEGO ZDJĘCIA.

PustaMiska - akcja charytatywna
Jumper dał się ładnie pogłaskać dzisiaj, dostał standardowo 3 dropsiki jagodowe, które natychmiast pożarł :). On je wyczuwa nawet, jak dopiero otwieram opakowanie i biega jak oszalały, szukając ich. Piękny widok.

Na wieczór stał się bardzo towarzyski i często stawał na łapkach, przyglądając się bacznie otoczeniu, a wtedy go leciutko głaskałam po główce, ale z uwagą, bo nie chcę być dziabnięta. Widzę jednak, że moja dłoń strasznie go ciekawi, bo ją dość często węszy, ale mimo to boję się ją do niego bardziej przybliżyć, co groziłoby ugryzieniem. Wolę podchodzić do niego stopniowo. Szkoda, że trzeba go oswajać, bo z wielką chęcią wzięłabym go na ręce i wyściskała <3. No, ale może nam się uda? Wkrótce zamierzamy kupić tą klatkę. Składamy się na nią z moim chłopakiem po połowie. Fajna, prawda? Mam zamiar w niej usunąć ostatnie piętro, by dać linę do wspinaczki, a także hamak, no i pewnie coś jeszcze :). Co o niej sądzicie? Aha i do końca miesiąca mamy zamiar zrobić z moim chłopakiem przemeblowanie jego pokoju, o czym od niedawna bardzo marzę. Tak, to jest właśnie mój pomysł. Bodajże odbędzie się to między 29-31 sierpnia, wtedy, gdy jego mama będzie miała popołudnie. Ale będzie niespodzianka, hehe. Poniżej zamieszczam zdjęcia Jumpera. Na pierwszym widać, że ma czerwony nosek, gdyż go sobie zadrapał, na drugim pije jogurt, na trzecim zerka na mnie, zaś na ostatnim widoczna jest ta "naszej roboty" rolka, owinięta w materiał, a w niej on.


Głosuj (0)
NekoHoshi 22:22:06 20/08/2011 [komentarzy 2] SKOMENTUJ