53. JAK MIŚKA DO NAS TRAFIŁA :).

Hej. Zobowiązałam się ostatnio do pisania przynajmniej raz na tydzień, pewnie w weekendy, o ile będę miała dostęp do sieci. No to od początku...
Miśka to mój nowy kotek (mama na nią mówi Perełka, ale jak dla mnie to za długie imię), którego posiadam od 31 października. Mama nie chciała tak szybko kota, ostatecznie w święta, ferie, albo dopiero wakacje. Mimo to twardo szukałam kociąt na wszelakich stronach, począwszy od "tablica.pl", a kończąc na "allegro.pl". Początkowo rozważałam psa, jednak rodzice absolutnie nie widzieli takiej opcji, zaś ja, po dłuższych przemyśleniach stwierdziłam, że w życiu nie zamieniłabym tego cudownie odprężającego i cieszącego ucho mruczenia (które zresztą towarzyszyło mi od dziecka) na szczekanie. Oczywiście proszę mnie nie zrozumieć źle! Lubię psy, są kochane, aczkolwiek przez całe życie miałam kontakt właśnie z kotami (czy to na działce, czy to w domu) i to dlatego są one nieodłącznym elementem mojego życia. W przyszłości chcę stworzyć jakąś fundację lub cokolwiek, by móc im jak najwięcej pomóc. Po prostu są one najbliższe mojemu sercu, kocham je takimi, jakie są. Kontynuując... Szukałam najwięcej właśnie na "tablica.pl", tylko, że w obrębie kategorii "Wrocław" do którego z mojego miasta jest około 1 godziny jazdy samochodem. Dopiero później zauważyłam (tak, wiem, jak można tego nie zauważyć) kategorię "dolnośląskie". Natychmiast zauważyłam ogłoszenie z piękną, około 4-miesięczną kotką o dużych, ciekawskich oczach. Zauroczyła mnie jej opisana tam historia i fakt, że dziewczyna uratowała ją przed samochodem, który omal by jej nie potrącił. Mojemu tacie również się spodobała i wyraźnie było widać, że nie mógł oderwać oczu od jej zdjęcia. Teraz pozostało pytanie "ciekawe, skąd jest?", więc spojrzeliśmy powyżej i... no proszę! Z naszego miasta! Idealnie. Szybko napisałam mamie (będącej na dużych zakupach z koleżanką) sms'a o treści: "wróć maksymalnie o 15:00, mamy niespodziankę, postaraj się!". Oczywiście tata dla pozorów początkowo był sceptyczny i twierdził, że mama z pewnością się nie zgodzi, ale mimo wszystko za moją namową zadzwonił na podany w ogłoszeniu numer z pytaniem, czy jest ono jeszcze aktualne. Nic bardziej mylnego! Mama oddzwoniła do mnie z pytaniem, co to za niespodzianka, a gdy jej powiedziałam i dodałam, że nawet dziś możemy pojechać po kotka, który obecnie znajduje się w mieszkaniu rodziny, położonym w pobliskiej dzielnicy, przyjechała bardzo szybko. No i jeszcze tego samego dnia cieszyliśmy się Miśką. Tak poza tym, wczoraj 10.12.11 - wypadł naszej Miśce je lewy, dolny, oczywiście mleczny kieł. A właśnie - tym razem chcieliśmy mieć dziewczynkę, gdyż podobno one są bardziej odporne na wszelakie choroby i, przede wszystkim - mniej ich choruje na nerki, a nie chcielibyśmy, by historia kołem się toczyła. Byłoby to straszne, przeżywać to wszystko od początku... Wracając do tematu, te 6 dni po stracie Puśka strasznie dały nam się we znaki. Jak to wolno leci, minął dopiero miesiąc od jego śmierci... Ciągle mi się on śni, zazwyczaj są to koszmary z krwią czy widokiem jego wystających sztywnych łapek z ziemi... Coś czuję, że nigdy tych popieprzonych snów nie zapomnę... Czemu czasami zwierzęta umierają tak cholernie cierpiąc?! Te męczarnie to uświadomienie ludziom, by myśleli racjonalnie... Ja nie wierzę w Boga, bo wszystko jest wyjaśnione naukowo. Usłyszałam kiedyś zdanie dające do myślenia: "Jeżeli jedna osoba ma urojenia, to mówimy o chorobie psychicznej, ale gdy wielu ludzi ma urojenia, nazywa się to religią." Ale spokojnie, nie mam nic do ludzi wierzących, ja tylko wyrażam swoje zdanie, w końcu wolny kraj, prawda? Słuchajcie, byłam u przyjaciółek jak tata go zakopywał... Wróciłam do pustego domu, ta cholerna pustka trwała aż do pojawienia się Miśki. Na szczęście wszystko teraz nabrało barw, już nie czuję się taka samotna i z wielką radością wracam do domu. Te pierwsze dni po śmierci Puśka przesiedziałam u przyjaciółek, później z opóźnieniem wracałam do domu i nie mogłam w nim znaleźć swojego miejsca. Wiem, że nie potrafiłabym nigdy żyć w domu bez zwierząt... W następnej notce jej zdjęcie i kilka innych rzeczy... Trzymajcie się!
Głosuj (0)
|